Kaja
Kaja choruje na złośliwego raka kości — mięsaka Ewinga, który zaatakował kość ramienną i doprowadził do jej pęknięcia. Przeszła liczne cykle chemii oraz operację usunięcia kości i wszczepienia protezy czasowej. Czeka ją bardzo trudne dalsze leczenie, w tym przeszczep kości i kolejne zabiegi.
Kaja ma tylko siedem lat. Siedem lat na odkrywanie świata, bieganie po placach zabaw, rysowanie, śmiech i kłótnie o ulubioną zabawkę. Zamiast tego dostała coś, czego żadne dziecko nigdy nie powinno doświadczyć — złośliwy nowotwór kości, mięsak Ewinga.
Ten rak nie daje czasu na przygotowanie. Wchodzi w życie z impetem i niszczy wszystko na swojej drodze. U Kai zaatakował kość ramienną — tak brutalnie, że ta pękła. Tak zaczęła się ich walka. Walka, której nikt się nie spodziewał, a której nie da się opisać bez pękającego serca.
Szpitale stały się ich domem. Chemia, diagnozy, strach.
A potem ogromny cios: nie znaleziono endoprotezy pasującej do tak małej dziewczynki. Po prostu… nie produkują tak małych rozmiarów. Dziecko, które potrzebuje pomocy natychmiast, nie może jej dostać z tak absurdalnego powodu.
Trzeba było usunąć całą zaatakowaną kość, a zamiast niej wstawić cementową protezę, która jest tylko rozwiązaniem chwilowym. Będzie wymagała corocznych wymian. Corocznych operacji. Corocznego lęku, narkozy, bólu.
A to wciąż nie koniec. Po wielu cyklach chemii, kiedy jej ciało było już skrajnie zmęczone i wyniszczone, lekarze zaplanowali kolejny krok: przeszczep kości z nogi do ręki, aby spróbować uratować choć trochę jej przyszłą sprawność. To jedyna szansa, by Kaja mogła poruszać ręką w sposób, który choć trochę przypomina normalność.
Każdy kolejny etap leczenia to dla niej nowe cierpienie.
Każde wejście na salę zabiegową — strach niewyobrażalny dla dziecka.
Każdy kosmyk włosów na poduszce — znak, że ta terapia jest tak samo okrutna, jak konieczna.
Jej ciocia — autorka tej historii — patrzy na to wszystko bezradnie. Widzi Kaję, jak dzielnie znosi ból, jak uśmiecha się mimo łez, jak próbuje być odważna, choć powinna w tym wieku jedynie zastanawiać się, jaką kredką kolorować kotka.
Widzi jej małe serce, które walczy o życie tak wielkie, jakby miała w sobie siłę całej armii.
To, co przeżywają, jest zbyt trudne, by unieść to samemu.
Rodzina nie prosiłaby o pomoc, gdyby nie musiała — ale musi. Leczenie, operacje, dojazdy, rehabilitacja, specjalistyczne konsultacje… To wszystko przekracza ich możliwości. A Kaja potrzebuje wsparcia, żeby móc naprawdę żyć — nie tylko przetrwać.
Każda wpłata — nawet najmniejsza — to cegiełka do przyszłości, w której Kaja może poruszać ręką, może bawić się bez bólu, może znów być dzieckiem.
Proszę Cię, w imieniu całej rodziny:
pomóż tej małej wojowniczce wygrać walkę, która nigdy nie powinna była jej dotyczyć.
Dziękujemy z całego serca wszystkim, którzy nie przejdą obok tej historii obojętnie.